Aktywność fizyczna w cukrzycy - Moje bieganie - Kasia Piskorz

Artykuł promocyjny

Aktywność fizyczna w cukrzycy - Moje bieganie - Kasia Piskorz

Aktywność fizyczna przy cukrzycy to temat rzeka. Jeśli wpiszesz taką frazę w przeglądarce internetowej, to na ekranie monitora zobaczysz ogromną ilość wyników. Na pierwszy rzut oka super! Ale ile z tych znalezionych tekstów, prac naukowych i opracowań ujmuje temat w taki sposób, że po ich lekturze diabetyk uzyska odpowiedzi na wszystkie swoje pytania i wątpliwości? Z doświadczenia mogę zapewnić, że niewiele, a czytelnik pozostanie, tak jak ja, z informacyjnym niedosytem.
 

Nie ulega wątpliwości, bo to podkreślają wszyscy mądrzy tego świata, że aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na stan zdrowia chorych na cukrzycę. Jeśli o mnie chodzi, to ani spacery – nawet te tzw. „energicznym krokiem” – ani marszobiegi, ani też zwykła jazda na rowerze, jakoś do mnie nie przemawiały! Bo chciałam jak ci „zdrowi”, stanąć na starcie, walczyć ze swoimi słabościami, bić „życiówki” i nie zadowalać się jedynie „niedzielnymi” wypadami do lasu! Tylko od czego zacząć, jak przejść od teorii do praktyki, by podczas biegu nie paść w wyniku hipoglikemii, nie doprowadzić do zakwaszenia organizmu oraz znacznych wahań glikemii?

 

Nabieram rozpędu…
Zaczęłam pod okiem diabetologa od kilkukilometrowych przebieżek, skrupulatnie sprawdzając poziomy cukrów. Potem były biegi 30-minutowe, a dalej godzinne. Podczas biegu co 30 minut  przyjmowałam jeden wymiennik węglowodanowy. Bacznie obserwowałam swój organizm, testując batony i żele energetyczne, napoje izotoniczne i oczywiście mierząc poziomy glukozy. Treningi były bardzo zbliżone do mojego przyszłego biegu. Przygotowywałam się w taki sposób, aby treningi odzwierciedlały wysiłek i zachowanie organizmu w jego trakcie, i aby można było w jakimś stopniu przewidzieć  tę sytuację. Nastał dzień startu i moich pierwszych 10 kilometrów. Bieg im. Barbary Szlachetki – ultramaratonki, mającej swoje miejsce w Księdze rekordów Guinnessa, która rozpoczęła przygodę z długodystansowym bieganiem  w wieku 40 lat. Zabezpieczona w glukometr i żel energetyczny wystartowałam. Nie będę opowiadała o euforii i wzruszeniu, ogarniającym mnie po przebiegnięciu linii mety, bo to można sobie wyobrazić, ale muszę podkreślić, że dopiero wtedy przyznałam: CUKRZYCA TO NIE KONIEC ŚWIATA!


Teoria w praktyce

Udział w biegu zrewidował nieco moje wyobrażenia o tym, jak taka impreza wygląda. Podczas 10 kilometrów stwierdziłam, że warunki na treningach nieco odbiegają od tych podczas właściwej rywalizacji. Największym problemem okazało się użycie glukometru, nie wzięłam bowiem pod uwagę, że biegnąc tłumie ciężko jest zejść z trasy i wkłuć lancet w spocone i brudne palce. Znając poniekąd zachowanie organizmu, brałam udział w biegach na 10 km bez glukometru, utrzymując stałe tempo, zawsze z takim samym poziomem glikemii na starcie. Z doświadczenia wiem już jednak, że startując przy podobnych poziomach cukru i utrzymując podobne tempo biegu na danym dystansie, glikemie na mecie zawsze są różne. Nie ma matematycznego algorytmu, który pozwoliłby przewidzieć nasze poziomy cukru, uwzględniając porę dnia, samopoczucie, warunki pogodowe, ukształtowanie terenu czy jeszcze inny bliżej nieokreślony parametr, nad którym diabetolodzy z bezradnością rozkładają ręce, zastanawiając się dlaczego cukry dalekie są od ideału.


Nowe wyzwanie, nowe możliwości
Parafrazując stare powiedzenie, w miarę przebiegniętych kilometrów mój apetyt na dłuższe biegi rósł. Niezmiernie chciałam zmierzyć się z czymś ambitniejszym, ale niestety wiedziałam, że bez samokontroli w czasie takiego biegu ani rusz. Szukałam, czytałam, śledziłam nowinki techniczne dotyczące glukometrów, które byłyby łatwiejsze w obsłudze. Minęły dwa lata, gdy w poradni diabetologicznej dowiedziałam się o FreeStyle Libre – nowym Systemie Monitorowania Glikemii Flash. Zabrzmi to jak tani chwyt reklamowy, ale to był przełom, dzięki któremu mogłam spełniać swoje biegowe marzenia. Dla mnie FreeStyle Libre w kwestii samokontroli jest idealny.


FreeStyle Libre na starcie
Dzięki sensorom mogę dokonywać pomiarów nieskończenie wiele razy, ale w sposób „zbliżeniowy”, bez użycia lancetu, pasków testowych i każdorazowo kropli krwi z palca. Do tego przy każdym wyniku mam możliwość dodawania uwag dotyczących dawkowania długo- i krótkodziałającej insuliny, wysiłku fizycznego czy wymienników węglowodanowych. Wpisuję te notatki konsekwentnie ponieważ zarówno dla mnie, jak i dla mojego lekarza, jest to zdecydowanie duże ułatwienie przy prowadzeniu leczenia. Jeszcze jedną  pozytywną cechą tego urządzenia jest brak tradycyjnego papierowego dzienniczka samokontroli, gdyż wszystkie dane zapisywane są w pamięci czytnika, a po instalacji aplikacji w komputerze i imporcie danych z czytnika, tworzone są raporty w formacie PDF. Analizy miesięczne, wykresy, statystyki i dodatkowo notatki, o których wspomniałam, obrazują kształtowanie glikemii w czasie doby. Właśnie dzięki FSL mogłam pokonać mój pierwszy półmaraton – 4. nocny półmaraton ulicami Wrocławia. Startując z cukrem na poziomie 175 mg/dL po pierwszych 5 km bez zwalniania tempa dokonałam pomiaru, potem po 10 km itd. Nawet kiedy okazało się, że cukier dość drastycznie spadł, przyjęłam żel i po 15 min znów mogłam sprawdzić stan. 21 km i 97,5 m zostało pokonane! Po powrocie do domu, padnięta, ale szczęśliwa, zasnęłam kamiennym snem. Kiedy spałam, mąż w obawie o mój stan zdrowia spokojnie sprawdził poziom mojej glikemii. Dla mnie jest to urządzenie przyszłości.

Bardzo bym pragnęła, aby każdy z nas chorych na cukrzycę, a szczególnie Wy, których ten tekst być może zachęcił do przygody ze sportem i spędzania aktywnie czasu na co dzień, mógł samemu sprawdzić zalety systemu FreeStyle Libre. 

ADC/www/MBAFPC/2016

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.