Co jeść, jak jeść i kiedy jeść?

Co jeść, jak jeść i kiedy jeść?

Wieczny powód dylematów, stresów i wyrzutów sumienia – dieta w cukrzycy. Ogromna wiedza, którą tak naprawdę można dla wielu chorych zamknąć w niewielkiej pigułce. Pigułka ta będzie wyznaczała główne zasady żywienia, a dla chcących więcej... otwierają się niezmierzone przestrzenie szczegółów i niuansów.

Pomówmy więc o tej pigułce zawierającej kamienie milowe tego co najistotniejsze w żywieniu. Odnieśmy to do większości chorych na cukrzycę, a więc do chorych na cukrzycę typu 2. . Z pomocą pospieszą nam najnowsze amerykańskie wytyczne ustalone przez grono ekspertów z Narodowego Instytutu Zdrowia.

Są dwie fundamentalne zasady diety: po pierwsze normalizacja masy ciała (zwykle jej zmniejszenie), po drugie spożywanie pokarmów, które w możliwie małym stopniu podwyższą poziom cukru we krwi.

Zacznijmy od redukcji masy ciała. Jest ona konieczna u ok. 80% wszystkich chorych na cukrzycę typu 2. Bardzo często to właśnie tycie staje się czynnikiem ujawniającym cukrzycę. Dlatego jeszcze w okresie przed rozpoznaniem tej choroby ważne jest leczenie odchudzające. Trwała utrata 3-5% masy ciała w przypadku takich czynników ryzyka, jak nadciśnienie tętnicze, hiperlipoproteinemia i hiperglikemia, pozwala na zmniejszenie ryzyka zachorowania na cukrzycę typu 2. oraz wpływa na zmniejszenie triglicerydów, cukru i HbA1c we krwi. Utrata ponad 5% masy ciała powoduje obniżenie ciśnienia tętniczego, „złego” cholesterolu , dalsze zmniejszenie triglicerydów i cukru we krwi oraz prowadzi do zmniejszenia ilości leków przyjmowanych z powodu nadciśnienia tętniczego, podwyższonego cukiru czy cholesterolu.

Jak osiągnąć redukcję masy ciała? Tu niestety prawda jest nieubłagana. Lekarze nazywają to ujemnym bilansem energetycznym, co w praktyce oznacza, że trzeba jeść mniej. O ile mniej? Praktyka uczy, że prawie w ogóle nie jemy..., głodzimy się..., a mimo to „puszystych” przybywa z każdym rokiem. Jeśli uda nam się podjąć decyzję, aby z naszej normalnej, codziennej porcji jedzenia wykluczyć 1/3 tego, co przygotowaliśmy, to będzie pierwszy, wstępny sukces. Drugi, prawdziwy, będzie wówczas, gdy zrealizujemy to nasze postanowienie i będziemy jeść zamiast trzech ziemniaków-dwa, zamiast trzech kromek chleba-dwie, zamiast trzech gołąbków-dwa.... I nie ma się co martwić, że umrzemy z głodu, że opadniemy z sił i padniemy samotni gdzieś w głębokim lesie i nikt nas nie znajdzie. W otyłym ciele jest dużo zapasów do wykorzystania.... Prawdziwym problemem w odchudzaniu staje się rozbudzony apetyt. Bardzo trudno jest z nim walczyć, ale jest kilka sposobów, aby go oszukać. Ja proponuję swoim pacjentom jedzenie kiszonej kapusty. Wspaniale wypełnia pusty żołądek i doskonale gasi głód. Nie dostarcza ani zbyt wiele cukru, ani kalorii, więc mimo dużych nawet ilości spożytego pokarmu nie będzie wysokiego poziomu glikemii, ani tendencji do tycia. Do tego niektórzy twierdzą, że sok z kiszonej kapusty obniża cukier! Proponuję jedzenie kapusty aż do sytości, bez limitu.

Ale nie wszyscy lubią kapustę. Nie wszyscy mogą też ją jeść, choćby z powodu występowania zgagi. Co wtedy? Można ją zastąpić świeżymi warzywami, ale świeże surówki nie są zawsze dostępne. Można wybrać się na turnus sanatoryjny lub odchudzający (dobrze, żeby trwał co najmniej trzy, a najlepiej cztery tygodnie). Co bardzo ważne, poza posiłkami wydawanymi w ramach takiego turnusu nie wolno jeść niczego innego. Trzeba sobie powiedzieć, że wszystkie budki z lodami, rurkami, goframi, hamburgerami, rybami i golonkami są zamknięte! W innym przypadku z odchudzania i poskramiania apetytu nici. Można też poszukać stacjonarnych ośrodków leczniczych, które leczą dietami o bardzo małej zawartości kalorii. Kiedy dieta jest naturalna, a jej kaloryczność nie przekracza 1000 kcal/dobę dochodzi do wyhamowania apetytu. Jedyna uwaga co do tego rodzaju leczenia: musi się ono odbywać w szpitalu pod ścisłym nadzorem doświadczonego personelu.

Efekty wdrożonych zmian dają najlepsze wyniki po ok. 6 mies. i wydaje się, że nie rodzaj diety, ale konsekwencja w przestrzeganiu jej zasad jest kluczem do sukcesu. Można ze swoim lekarzem diabetologiem zdecydować się na jakiś inny rodzaj diety, niż powszechnie proponowany. Jest w tej chwili wiele takich propozycji, które uzyskały akceptację ekspertów amerykańskich towarzystw naukowych. Nie potępia się już, jak wcześniej, diety wysokotłuszczowej, której wielkim propagatorem był dr Robert Atkins, wielu zwolenników ma dieta Michela Montignaca czy dieta proteinowa dr Pierre’a Dukana. Każda z nich jest do wypróbowania, ale trzymanie się jej zasad musi się odbywać z żelazną konsekwencją. Nie można wybierać sobie z różnych diet elementów, które nam się podobają, bo nigdy nie zobaczymy pożądanych efektów. Jeśli np. stosujemy dietę tłuszczową, to ograniczamy do minimum węglowodany. Pieczywo, kluski czy ziemniaki nie będą mile widziane.

Ale tu przechodzimy do drugiej zasady żywieniowej, która powinna przyświecać choremu na cukrzycę typu 2. (głównie tej skojarzonej z otyłością). Tak jak w diecie Atkinsa: pieczywo, kluski czy ziemniaki nie są tu mile widziane. Wszelkie produkty mączne zawierające w znakomitej większości skrobię, będą powodowały nie tylko znaczny dowóz kalorii, ale również istotny wzrost poziomu cukru we krwi. Ma to nieco wspólnego z modną od pewnego czasu teorią indeksów glikemicznych. Produkty zawierające węglowodany, które są szybko trawione i wchłaniane mają wysoki indeks glikemiczny, Takich produktów powinniśmy się wszyscy wystrzegać. Z drugiej strony nie możemy być tej teorii ślepo oddani. Trzeba pamiętać, że ugotowane na miękko, a w zasadzie rozgotowane, i na dodatek ubite kartofle będą miały zastraszający indeks glikemiczny, nie ustępujący cukrowi z cukiernicy. Ale jak te ziemniaczki polejemy omastą i zjemy wraz z kotletem i surówką, to wzrost glikemii będzie o wiele mniejszy. Dzieje się tak dla tego, że ładunek glikemiczny całego posiłku będzie mniejszy niż suma indeksów glikemicznych poszczególnych produktów. Tak więc jedzmy posiłki kompletne, skomponowane z różnych produktów żywieniowych: z białka, tłuszczu i węglowodanów, bo to właśnie ładunek glikemiczny posiłku jest ważniejszy od glikemicznych indeksów produktów. W świetle tej wiedzy nie jemy samego chleba na śniadanie, ani bagietki na kolację. Na obiad nie możemy zrezygnować z mięsa, ryby czy warzyw, choć możemy na przekór zrezygnować z ziemniaków! Oczywiście jeśli możemy skomponować posiłek z produktów o niższym indeksie glikemicznym to tak postępujemy, ale to wieloskładnikowość tego dania będzie świadczyło o jego zaletach dla zdrowia.

Kiedy jeść? Pozostawiam tę decyzję swoim pacjentom. To Oni powinni wybrać schemat, żywienia, który najbardziej im odpowiada. Pozostaje wybrać od trzech do pięciu posiłków dziennie, ale raz wybrany schemat musi być stosowany dzień w dzień. Nie można jednego dnia zjeść trzech posiłków, a następnego pięć. Rzecz jest wyjątkowo indywidualna. Choć większość sław dietetyki przekonuje, że najlepsze efekty odchudzania uzyskuje się przy wielu małych posiłkach równomiernie rozłożonych w ciągu dnia, to są tacy pacjenci, którzy skorzystają najwięcej z reżimu składającego się z trzech posiłków. Te trzy to minimum, podstawa i one stanowią posiłki główne. Pomiędzy nimi może znaleźć się przekąska – drugie śniadanie, czy podwieczorek, ale traktujemy je jako składniki schematu żywienia. Niedopuszczalne jest podjadanie pomiędzy ustalonymi posiłkami. Uważajmy zwłaszcza przed telewizorem – wtedy ręka sama wędruje do półmiska ze smakołykami, a głowa nawet tego nie rejestruje. Ostatnim posiłkiem jest kolacja. Po niej już nie jemy. Żeby nie cierpieć katuszy związanych z wieczornym wzmożonym łaknieniem trzeba ją spożywać na 2-2,5 godzin przed udaniem się na spoczynek – nie wcześniej!!!

No i jeszcze jeden bardzo ważny element żywienia: Co pić, jak pić i kiedy? Zacznijmy od tzw. płynów obojętnych (tak nazywanych potocznie w odróżnieniu od alkoholu). Najlepszym napojem jest woda. Z różnymi zastrzeżeniami woda mineralna. Mniej istotne jest to czy będzie ona gazowana, czy nie. Pamiętać jedynie należy, że otwartą butelkę wody niegazowanej należy zużyć w dniu otwarcia. W gazowanej wodzie dwutlenek węgla będzie zakwaszał samą wodę, przez co będzie ona dłużej zdatna do picia, bez strachu problemów jelitowych wynikających z namnożenia się bakterii. Kiedy pacjenci pytają mnie o picie soków, szczególnie tych „bez cukru” odpowiadam, że nie znam soków bez cukru, co najwyżej niedosładzane. W ich miejsce proponuję zjeść cały owoc. Efekt spożycia owocu będzie zawsze lepszy i dla glikemii i dla masy ciała niż wypicie przygotowanego z niego soku. Napoje słodzone, a w szczególności napoje energetyczne nie przysparzają specjalnie ani zdrowia, ani energii. Co najwyżej zmniejszają senność i to nie na długo. A jak jesteśmy już przy senności, to blisko nam do piwa (od którego, zgodnie z powiedzeniem, głowa się kiwa). Lepszym alkoholem do spożywania przez chorych na cukrzycę będą wytrawne wina i wytrawny alkohol wysokoprocentowy. Nigdy nie zakazuję chorym picia alkoholu z tego powodu, że cierpią na cukrzycę, co najwyżej proszę o umiar w piciu. Należy pamiętać, że alkohol ma swoje miejsce w prewencji chorób naczyniowo-sercowych, a cukrzyca jest poważnym czynnikiem ryzyka zachorowania na te choroby. Nielogicznie byłoby więc odmawianie chorym na cukrzycę picia alkoholu. Zastrzeżenia co do picia alkoholu wynikają być może z faktu, że niektóre stare leki doustne stosowane w cukrzycy mogły powodować w połączeniu z alkoholem reakcję antabusową. W obecnych czasach używa się leków nowych generacji wolnych od takich działań niepożądanych. Przypominam jednak, po raz wtóry, o umiarze w ilości spożywanego alkoholu. Dla przeciętnego mężczyzny nie powinna ona przekraczać dwu lampek wina lub „setki” wódki na dobę.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.