Cukrzyca młodych - historia Oli i Edyty

Cukrzyca młodych - historia Oli i Edyty

Cukrzyca nie tylko im nie przeszkadza, ale wręcz wyzwala większą aktywność fizyczną i jest motywacją do zdrowego trybu życia. Ola jest amatorką wszelkiego sportu: jeździ na nartach, rowerze, deskorolce, regularnie gra w tenisa, należy do sekcji siatkarskiej, a wcześniej próbowała swoich sił w tańcu oraz na pływalni. 

Bez rewolucji 
Od samego początku choroby Oli jej mama starała się żyć normalnie, tak jak wcześniej. Dlatego nie zrezygnowała z pracy zawodowej, mimo że większość kobiet, mających chore dziecko, jakie w czasie pobytu Oli poznała w szpitalu, właśnie tak robiła. – Postanowiłam nie zmieniać swojego życia ze względu na chorobę Oli także po to, by ona nie patrzyła na diagnozę jako na coś, co wywraca świat do góry nogami – mówi Edyta. Uczyłam ją też, że nie może wstydzić się choroby, że w żaden sposób nie jest gorsza od zdrowych rówieśników. Ola nigdy nie miała kompleksów związanych z chorobą, choć doświadczenia z jej rozumieniem i akceptowaniem przez innych ma różne, nie zawsze pozytywne. W konsekwencji decyzji, by z powodu cukrzycy nie robić rewolucji w życiu, Ola jako pięciolatka chodziła do przedszkola.
W tym czasie miała już swoją pompę insulinową, potrafiła podać sobie bolus prosty czy wykonać pomiar cukru. Oczywiście wszystkie jej ruchy obserwowała wychowawczyni, niemniej w samych czynnościach nikt jej nie wyręczał. Podobnie jak w referowaniu mamie, jak się słodkie sprawy mają. Choć w tamtym czasie Ola nie potrafiła jeszcze odczytać trzycyfrowych wyników glikemii, radziła sobie podając mamie przez telefon kolejne cyferki. Kiedy Ola miała 6 lat, wraz z mamą pojechała na wakacje do Tunezji, a tam na dwudniową wycieczkę na Saharę. Mama nie oponuje, kiedy Ola chce skoczyć na linie, zakosztować lotu paralotnią czy przetestować trudne szlaki w parku linowym. Większość tych „szalonych” pomysłów realizują wspólnie. 

Dyscyplina popłaca 
Dzisiaj początki choroby pozostają jedynie wspomnieniami, a Ola jest samodzielna w swoim zarządzaniu cukrzycą. Oczywiście zdarzają się trudniejsze momenty. Okres dojrzewania skutkuje burzą hormonów i nieraz niekontrolowanymi wyskokami cukru. Wtedy cukrzyca Olę denerwuje, ale poddaje się regułom jej gry – czeka, aż cukier powróci do normy, by móc oddać się którejś z ulubionych aktywności fizycznych oraz zjeść posiłek. Nie lubi też sytuacji, kiedy z powodu stresu przed klasówką glikemia szybuje w górę, a sprawdzian i tak trzeba napisać. I może jeszcze latem, kiedy trochę ciężko ukryć pompę pod cienką sukienką Ale na tym lista zażaleń do choroby się kończy. Edyta śmieje się, że Ola już dawno zrozumiała, że dyscyplina w tej chorobie popłaca. Ola – amatorka dobrego jedzenia – dba o dobre cukry, by bez wyrzutów sumienia i regularnie móc korzystać z domowej kuchni. 

Mama – dietetyk, edukator 
Żywienie w rodzinie Rudawskich to odrębny, poważny temat. Głównie z powodu Edyty, która z zawodu jest dietetykiem. Pracuje w kieleckiej przychodni, gdzie znaczną część jej pacjentów stanowią osoby z cukrzycą typu 1. i 2. W pracy zawodowej wykorzystuje niekiedy swoje doświadczenia domowe. – Żeby dobrze poznać chorobę chorobę, eksperymentuję na córce, podłączam ją pod monitoring glikemii i sprawdzamy, jak jej organizm reaguje na poszczególne posiłki. To wiedza bezcenna dla późniejszej pracy z diabetykami. – Ola eksperymentom oddaje się chętnie, bo jak sama przyznaje, jest szczęściarą mając mamę z ogromną wiedzą na temat odżywiania i umiejętnością przełożenia jej na smakowitą kuchnię, idealną dla diabetyków. Tym bardziej, że menu ze szkolnej stołówki, zdaniem Oli, nie bardzo nadaje się do jedzenia, a dla diabetyka to już na pewno nie. Dlatego do szkoły wychodzi zaopatrzona w sałatki bądź kanapki maminej roboty, oczywiście z dodatkiem warzyw, bo one rewelacyjnie spowalniają wchłanianie się węglowodanów.
Edyta swoją wiedzę teoretyczną z zakresu żywienia przenosiła na praktykę nawet przed zachorowaniem córki. Śmieje się, że Ola nie miała z nią łatwo, bo do jedzenia warzyw przyzwyczajana była od zawsze, podobnie jak do zjadania surowych owoców, zamiast tak modnych obecnie papek dla dzieci w słoiczkach. Te przyzwyczajenia okazały się później bezcenne, bo Ola szybko i bezboleśnie zaakceptowała wymogi nowej diety. Na początku choroby nie potrafiła tylko zrozumieć, dlaczego musi czekać na posiłek, bo pamiętała jeszcze czasy zupełnej jedzeniowej beztroski. Dzisiaj słodki timing ma we krwi i wcale nie jest z tego powodu nieszczęśliwa.

Powyższa opinia jest prywatną opinią autora, spółka Abbott Laboratories Poland Sp. z o.o. nie odpowiada za jej prawdziwość, trafność ani rzetelność.
Artykuł powstał na zlecenie firmy Abbott.


ADC/www/BDMG/3/2017

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.