Cukrzyca typu 2 pół roku po diagnozie – historia Rudiego Schubertha

Artykuł promocyjny

Cukrzyca typu 2 pół roku po diagnozie – historia Rudiego Schubertha

Cukrzyca wiele namieszała w jego życiu. Po nagłej diagnozie, przyszedł czas na oswojenie choroby. O pierwszych miesiącach, leczeniu i zmianach, które należało wprowadzić, opowiada artysta estradowy Rudi Schuberth.

W jakich okolicznościach zdiagnozowano u Pana cukrzycę?
Cukrzycę zdiagnozowano u mnie w szpitalu w Lęborku, na początku października 2016 roku. Tego dnia zmierzyłem cukier glukometrem, który leżał u nas w domu. Nie był on w stanie pokazać wyniku, ponieważ jego skala kończyła się na 600 mg/dl. Telefoniczna decyzja zaprzyjaźnionej lekarki brzmiała: „natychmiast do najbliższego szpitala”.

Czy wcześniej miał Pan jakieś objawy? Co powiedział lekarz?
Były oczywiście objawy, z których nie zdawałem sobie sprawy, nie mając nawet podstawowej wiedzy na temat choroby. Jednym z nich były niegojące się drobne ranki na goleniach obu nóg. Małe zadrapania i skaleczenia, których nabawiłem się podczas zbierania grzybów w lesie, a o które łatwo, chodząc w krótkich spodniach. Ranki nie goiły się tygodniami, mimo traktowania ich maściami, które kiedyś podobne zadrapania leczyły bardzo szybko. Innym z objawów było pojawienie się „zastrzału” przy paznokciu małego palca prawej ręki. Znowu, ten drobiazg kojarzyłem z infekcją, której mogłem nabawić się podczas obcinania paznokci. Arbuzy, pochłaniane przeze mnie w astronomicznych ilościach, woda, soki i inne płyny pite w dzień i w nocy w ilościach 6–7 litrów na dobę, były kolejnymi symptomami choroby. Mogło nim być także bardzo częste oddawanie moczu. Mój błąd polegał na tym, że nie „spowiadałem” się z nich mojemu lekarzowi rodzinnemu, uważając, że są nieważne. 

Jaka była pierwsza myśl, gdy dowiedział się Pan o chorobie?
Trafiłem do szpitala na badanie, a zostałem w nim aż 6 dni. Zdiagnozowano u mnie zaawansowaną cukrzycę typu 2. W sumie nie chorowałem na nic od bardzo dawna i wydawało mi się, że prowadzę dosyć zdrowy tryb życia, a żył będę „wiecznie”. Zostałem szczęśliwym dziadkiem i mój wnuk Wiktorek stał się moim „oczkiem w głowie”. Żyć nie umierać, aż tu nagle szpital, choroba, cukrzyca. Przyznać muszę, że trochę mną „rzuciło o ścianę”, ale nie należę do tych, którzy się poddają. Pierwsza myśl – jest niedobrze. Czy to już „wielki finał”? Druga myśl – to niemożliwe, „Szef” mnie przecież kocha, dając dowody w postaci miejsca gdzie żyję, ludzi, których spotykam na swojej drodze, wnuka, najbliższych. Będę walczył – to było moje wielkie postanowienie.

Czy słysząc diagnozę zdawał Pan sobie sprawę z czym to się wiąże? Czy wiedział Pan co oznacza cukrzyca?
Muszę przyznać, że nie zdawałem sobie do końca sprawy, z czym przyjdzie mi walczyć. Jak się później okazało, głównie z samym sobą. Nie wiedziałem nic o cukrzycy, bo nie miałem z nią do czynienia na co dzień. Moja wiedza na temat tej choroby była znikoma. Dzisiaj jest  zupełnie inaczej. 

Jakie zmiany w życiu musiał Pan wprowadzić? Co było najtrudniejsze? 
Po wyjściu ze szpitala, który stał się na chwilę moim drugim domem, zaopatrzony w fachowe instrukcje, foldery, strzykawki do insuliny, a przede wszystkim w informacje, jak dalej żyć z moją nową „przyjaciółką” cukrzycą i co robić, aby tę jakość życia poprawić, wróciłem do domu do Otnogi. Trzeba było przeorganizować nasze życie w kwestii jakości, składu, ilości i godzin posiłków. Tu sprawdziła się i sprawdza wciąż w stu procentach moja żona Małgosia, bo to głównie na jej barkach ciążą obowiązki nakarmienia męża, który zawsze należał do wybrednych, a trzeba przyznać – lubił zjeść, co widać było na wielu obrazkach, czy to w prasie, czy w TV. Dostałem od lekarzy zalecenie zbicia wagi. W moim przypadku to zbicie musiało być rzędu 30 kg, więc dosyć drastyczne. Jestem oczywiście w trakcie tego procesu, ale już mam niezłe  wyniki, bo „zjechałem” około 17 kg. To wiąże się ze zmianą lub przeróbką całej garderoby. Ale to w sumie drobiazg. 
Gdy się nie ma wyjścia, a tak było w moim przypadku, trzeba się jak najszybciej oswoić z chorobą. Nie mówię, żeby ją polubić, ale nie bać się jej i jak najszybciej zmienić to, co się da. Łatwo nie będzie, bo to długi proces, ale trzeba go zacząć od zaraz. Wszystko oczywiście tkwi w głowie i można to sobie jakoś poukładać. Ja sobie na szczęście poukładałem. 

Jak zmieniła się Pana dieta? 
Wskazówki, co spożywać  i dlaczego, wydrukowałem sobie na papierze i towarzyszą mi przy każdym posiłku, stanowiąc swoistego rodzaju mapę żywieniową. Jak wspomniałem, nic nie jest proste, ale można ograniczać, a nawet wykluczać z jadłospisu pewne produkty, które wydają się niezastąpione. I tak przestałem jeść białe pieczywo – bułeczki, rogaliki itp., odstawiłem wszelkiego rodzaju ciasta i ciasteczka, kremóweczki, torciki bezowe i inne słodkości typu chałwa, miód i deserki, które gościły na moim talerzu co dnia. Przestałem pić soki owocowe, lemoniadki i piwko słodowe – moje ulubione. W zapomnienie poszły pomarańczki, mandarynki i inne słodkie owocki. Zostało jedno jabłko dziennie, jedzone jako przegryzka, czyli posiłek drugi w ciągu dnia – trzy godziny po śniadaniu, o 11.00. Ograniczyłem spożywanie kasz i białego ryżu, odstawiłem kluski, pierożki i inne mączne potrawy, które należały do moich ulubionych. Nie wiem, jak dam sobie radę bez knedli ze śliwkami, bo sezonu na śliwki póki co jeszcze nie było. Przestałem słodzić herbatę i kawę.
Obecnie cukier dla mnie nie istnieje, chociaż jest nadal obecny w przetworach owocowych typu dżemy i kompoty, które były zawsze w menu naszej rodziny. Ograniczyłem więc do minimum spożycie tych domowej produkcji łakoci. Cóż więc zostało? Zostały jarzynki, sałaty, brokuły, kalafiory, patisony, kabaczki i inne, najchętniej surowe i w dużej ilości. Kiszonki z ogórkami i kapustą na czele, pomidorki najchętniej żółte, papryczki zielone i żółte, cykoria, kiełki, cebulki, czosnek, twarogi, ryby, chude wołowe mięso, kurczaki, indyki i chuda wieprzowina, a także dziczyzna, którą zawsze uwielbiałem. Do tego nieograniczona inwencja, jak to wszystko połączyć, aby przyjemne dla podniebienia stało się równocześnie pożytecznym dla zdrowia. Jest więc z czego wybierać i nie jest tak źle, jak wyglądało na początku. „Zielenina” jest naprawdę pyszna, o czym wiedzą niektórzy ludzie i króliki. Taki żart! 

Korzysta Pan z FreeStyle Libre – dlaczego? Jak się Pan o nim dowiedział i czy system jest pomocny w przypadku cukrzycy typu 2.? 
Opuszczając szpital otrzymałem ulotkę dotyczącą FreeStyle Libre. System monitorowania został mi zarekomendowany przez pielęgniarkę, która zajmowała się mną, przyuczając do nowej roli cukrzyka. System zainteresował mnie na tyle, że na stronie internetowej, której adres umieszczony był na ulotce, dowiedziałem się więcej na jego temat i jeszcze tego samego dnia zamówiłem dwa pierwsze sensory i czytnik. Gdy otrzymałem przesyłkę zaaplikowałem sobie sensor zgodnie ze wskazówkami dostarczonymi z urządzeniem i tak jest do dziś. Co 2 tygodnie zmiana sensora i wszystko gra. Luksus jaki dostałem był mi niezbędny z paru powodów. Po pierwsze – nie muszę kłuć opuszków palców, a bardzo trudno gra się na gitarze czy fortepianie mając obolałe palce. Po drugie – praca na scenie czy planie telewizyjnym uniemożliwia niejednokrotnie zbadanie poziomu cukru metodą „tradycyjną”. Po trzecie – FreeStyle Libre w połączeniu z terapią tabletkową daje mi komfort życia zdrowego człowieka. Kontrola poziomu cukru, a co za tym idzie reagowanie na zjawiska przede wszystkim glikemii, jest podstawą prawidłowego funkcjonowania przez długie, długie lata.

Co szczególnie ceni Pan sobie w jego działaniu? A co Panu przeszkadza? Czy poleciłby Pan korzystanie z tego systemu osobom w Pana wieku lub starszym, które chorują na cukrzycę?
Będąc osobą otwartą na nowinki techniczne nie tylko w dziedzinie zdrowia, ale ułatwiające życie we wszystkich jego aspektach, z całą odpowiedzialnością polecam system FreeStyle Libre osobom w moim wieku i starszym, które chorują na cukrzycę. Proszę mi wierzyć, że ten system powoduje, iż choroba staje się dużo mniej uciążliwa. Całodobowe monitorowanie poziomu cukru we krwi i możliwość jego odczytu przez lekarza na monitorze komputera po podłączeniu czytnika (w którego pamięci przechowywane są dane sczytywane z sensora), ułatwia ocenę skuteczności leczenia i jego ewentualną modyfikację. Leczenie staje się więc prostsze i skuteczniejsze, co zauważam na „swojej skórze”, bo minęło ponad pół roku, a ja czuję się lepiej i fizycznie i psychicznie, widząc efekty swojej pracy nad cukrzycą.

W programie telewizyjnym otwarcie opowiedział Pan o swojej chorobie –  dlaczego zdecydował się Pan na taki krok? Czy uważa Pan, że mówienie o chorobie przez osoby takie jak Pan, znane i lubiane, pomoże w oswojeniu tematu cukrzycy w społeczeństwie?
Moja  wypowiedź na temat cukrzycy w wywiadzie dla telewizji miała na celu zwrócenie uwagi telewidzów na problem, który dotyczy wielu z nas, mimo że nie zdajemy sobie z niego sprawy, aż do momentu, gdy jest już za późno. Sam jestem przecież tego najlepszym przykładem. Cóż mogłem zrobić lepszego? Chyba tylko opowiedzieć publicznie o tym, co mnie spotkało, ostrzegając innych i zwracając uwagę na problem cukrzycy w naszym społeczeństwie. Mam nadzieję, że mi się to udało, a odzew z jakim spotkał się wspomniany wywiad, pozwala mi mieć nadzieję na „oswojenie” tematu cukrzycy i pomoc tym wszystkim, którzy właśnie dowiedzieli się, że na nią chorują. Głowa do góry!


Rudi Schuberth, artysta estradowy​

Powyższa opinia na systemu systemu FreeStyle Libre jest prywatną opinią autora, spółka Abbott Laboratories Poland Sp. z o.o. nie odpowiada za jej prawdziwość, trafność ani rzetelność.


Artykuł powstał na zlecenie firmy Abbott.

ADC/www/RSW/1/2017

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.